Адам Тадеуш Станислав Нарушевич. Переводы стихов
Адам Тадеуш Станислав Нарушевич. Переводы стихов

Полная версия

Адам Тадеуш Станислав Нарушевич. Переводы стихов

Язык: Русский
Год издания: 2025
Добавлена:
Настройки чтения
Размер шрифта
Высота строк
Поля
На страницу:
11 из 11

Решето — сито; человек, не умеющий хранить тайны

Свора — толпа, стая

Сурьма (сурмить) — чернить, красить


---



Перевод выполнен размером подлинника (польский тринадцатисложник ; русский шестистопный ямб с парной рифмовкой), с сохранением стиля русской сатирической поэзии XVIII века.



Источник оригинала: https://poezja.org/wz/Adam_Naruszewicz/27191/Sekret



Это первый полный поэтический перевод стихотворения на русский язык.



Оригинал:


Sekret

Autor: ADAM NARUSZEWICZ

Mężu! któremu miłość i wierność doznana

Zdarzyła szczęście, serca być odźwiernym pana;

By, co on dla powszechnéj czynił matki, do téj

Pory, przez cię nam doszło, jak przez kanał złoty.

Komuż mam lepiéj ten rym przypisać, jak tobie,

Co w swéj piękne zebrawszy przymioty osobie

Sekretarza korony, poznałeś nie wczora,

Że gabinet być winien szkołą Pitagora?

Że przybytki rządzących światem, nie są innéj

Od pszczelników natury: kędy rzeszy gminnéj

Nie godzi się zazierać, ani można zgoła,

Co tam z wierną czeladką pierwsza robi pszczoła.

Od tylu lat na zacnéj wiek styrawszy pracy,

Masz ten dank, że z téj szkoły rozumni Polacy

I wyszli i wychodzą. Godzi się przy trudzie

Posłuchać, co téż Satyr mój na leśnéj dudzie

Zanucił na ten motłoch, który-ć niemym zowie,

Że się od ciebie żadnych nowinek nie dowie.


∗ ∗


Ze wszystkich chorób dusznych, którym od téj pory

Świat podlega, jako złe, z fatalnéj Pandory

Puszki wypadszy, rodzaj śmiertelny dotyka,

Nie znajdziesz pospolitszéj nad słabość języka.

Z téj to podobno sama natura pobudki

Przystęp doń dwoistemi zagrodziła kłódki;

Żeby snadź warowniejszéj niewolnik katuszy

Nie tak swobodnie paplał, co się dzieje w duszy;

A chociaż się z kościanéj czasem wymknie klatki,

Zatrzymały go drugie przy wargach rogatki.

Największy to ze wszystkich zmysłów jest niecnota:

Co drugie wniosą, on sam wyniesie za wrota.


Ile oko nachwyta, różne biorąc wzorki,

Albo ucho nakładnie słów do swéj komorki;

Ile nos wścibski zwietrzy, gdzie mu nie należy,

A ręka cichéj mackiem narobi kradzieży:

Owo zgoła, co wszystkie z panów, księży, gminu,

Kobiet zniosą do serca, jak do magazynu

Złodziejskiego towarów, wszystko on wytrawi:

Jedne całą, a drugie półgębkiem wyjawi.


Darmo ściskać zębami, darmo zwierać usta:

Ustawicznie nań czyha albo chluba pusta,

Albo złość z interesem; a nie z tym, to z owem,

Mimo straż poczciwości, odejdzie połowem.

Jeden dla swéj kochanki, by z nią tylko siedział,

I siedmby na się grzechów śmiertelnych powiedział.

Nie każdemu się serce człowiecze otwiera;

Pewny doń mają wytrych Bachus a Wenera.

Ów chudy pochlebniczek dla marnego zysku,

By co złapał, lub lizał na cudzym półmisku,

Gotów swoje i cudze wyjawić sekrety,

Szarpiąc sławę za taler i łokieć sajety.

Dobrze zgoła powiedział Sokrat umęczony,

Że łatwiéj w gębie trzymać węgiel rozpalony,

Niż język za zębami: tak mu srodze piecze.

Plotka, jako jedwabnik, wszystko z siebie wlecze.

Więc ktośkolwiek jest: czy ci monarcha powierza

Swe pióro, czyś ziemianin, czy flintę żołnierza

Dźwigasz, czyś bez żadnego pachołek urzędu,

Z tego samego, żeś jest miedzy ludźmi, względu,

Bierz stąd prostą naukę, a pomów z kowalem,

By ci gębę łokciowym zagwoździł bratnalem.

Pewne na świerzb lekarstwo: chcesz-li być spokojny

I sam i miedzy ludźmi nie podniecać wojny.


 Nie wart zgoła ten imię nosić przyjaciela,

Kto powierzonych sobie tajemnic udziela,

Szukając z cudzych składów handlarz potajemny

Przez zdradę przyjacielską przyjaźni nikczemnéj.

Podobny do owych-to po dworach skarbników,

Co mając powierzonych szafunek groszyków,

Dają żydkom na lichwę miesięczną; a cudzą

Panosząc się intratą, pańskie grosze łudzą.

We wszystkim z przyjacielem twoim bądź złączony,

Prócz zwierzonego tylko sekretu, a żony.


Sen się smoli, jak białe od różnych rąk karty,

Tamta do domu twego przyniesie bękarty.

Święta rzecz nader sekret, skarb-to niezrównany,

Bo nie z nabytéj bryły jak pieniądz ulany,

Lecz cząstka duszy naszéj i stamtąd dobyty,

O czym tylko sam jeden Bóg wie, a z nim i ty.

Poruszać go z płochości, albo dla pożytku

Jest gwałcić najświętszego obrządek przybytku,

A nie prostym być tylko złodziejem i zdrajcą,

Lecz godnym najsurowszych kaźni świętokrajcą.


 Wszakże mimo tak groźne, które przyjaźń święta

Pisze prawa, i mimo najściślejsze pęta

Ludzkiego towarzystwa, najczęściéj się zdarza,

Jako ten przyjaciela, tamten gospodarza,

Ów pana, choć się lada o fraszkę powadził,

Szczebiotliwym językiem wygadawszy, zdradził.

Tak, że większa część ludzi, męże i kobiety,

Jak ów szalbierny służka śmiesznego poety,

Z nóg do głowy przetakiem zwać się może snadnie;

Wszystko przezeń, byś całe morze wlał, przepadnie.

Lub jako młode wino, chodząc po buteli,

Szuka tylko, jak rychło w górę czop wystrzeli.

Rzecz-to jakaś nieznośna być zawsze sekretnym;

Często człek najwierniejszy nie bywa dyskretnym.

Chęć nas jakaś wrodzona ciągnie do gadania,

Miłość ją własna coraz usilniéj nagania:

By ucząc niewiadomych, być niejako wrogiem,

I miedzy nieukami zostać pedagogiem.


 Więc kiedy się raz język, jak sanie na ledzie,

Po torownym gościńcu wymownie rozjedzie,

Nie utrzyma go rozum, choć baczni stangreci,

Że często na pniu jakim pan z łubu wyleci.

Jedno słówko częstokroć całą rzecz objawi.

Interes a ciekawość, jako ogon pawi,

Tyle ma oczu; często i z milczenia; bo ta

Pozna, co w sobie tai misterna niemota.

Dopieroż, gdy pan mówca, a jeszcze przy trunku,

Nie zważając, z kim gwarzy, gada bez warunku.

U głupiego przyjaciel każdy; mądry baczy,

Nim powie, czyli tak ma, czy mówić inaczéj.

A roztropnym szykując wszystkie sprawy torem,

Często ma myśl zamknioną, choć usta otworem.


Nędzniż to przyjaciele, biedni sekretarze,

U których, choć nie mówią, jako na zegarze

Niebijącym, i z saméj powierzchownéj miny

Bez cymbału znać, jakie skazuje godziny.

 W téj płochéj świerzbiącego drużynie języka,

Cieszcie się, baby! pierwsze was krzesło potyka.

Każdy wam chętnie swoich tajemnic się zwierza,

Każdy jak z powszechnego bierze je śpichlerza.

Przechód tu nieustanny, jak srebra w mennicy;

Idą wody do źrzódła i cieką z krynicy.

Lub jak ziarno do młyna: z odmiany niewiele,

Że przez wasz pytel w inną postać się przemiele.

Patrząc na wielomówność waszego ozora,

Rzekłbyś, że z was niejedna z owego jeziora

Etyopów chłysnęła; skąd, kto tylko pije,

Póty mu się mózg młyńcem po głowicy wije;

Aż cokolwiek ma w sercu, z niezmiernéj szczerości

Wszystko powie, na haku by miał wietrzyć kości.

Włożony sekret próżnym nie objawić gwarem,

Jest-to dla was męczyć się pod srogim ciężarem.

Duch jakiś niewidomy na grzbiecie wam siedzi,

Gniotąc, jako Sybillę, póki nie wycedzi

Do ostatniego słówka, i nie wprzód uczyni

Folgę, aż się wypróżni pełna prorokini.

Żywe-to są po lasach głosochwatne Echy.

Powiedz im co głównego, lub co dla uciechy;

Równie wszystko swym Nimfom rozniosą bez braku.

Niémasz lichéj chróściny, niémasz tego krzaku,

Żeby się nie ozwało słowo o pół mili;

A im bardziéj w las idzie, tym się bardziéj sili.

 Pięknie nasz Ezop polski o jednéj z tych właśnie

Sekretnych tibisolek włożył miedzy baśnie.

Jako ją mąż doświadczyć chcąc, jeśli sekretu

Dotrzyma, zaprowadził w kącik gabinetu,

I po srogich zaklęciach dziką rzecz wydaje,

Że onegdaj zniósł większe od gęsiego jaje.

Zadumiana małżonka na duszę przyrzekła,

Że gdyby do samego zapaść miała piekła,

Nie wyda tajemnicy. Alić za dni parę

Tyle się jajec zniosło, żebyś niemi farę


Zarzucił na Wielkanoc. Tamta na ulicy,

Powiada, że po troje znieśli ich ławnicy,

Owa, że wójt zniósł cztery, a zaś dalsze wieści

Głosiły, że pan burmistrz posadził do sześci.

Całe miasto cud sobie zwierza pod sekretem.

Ślósarz szepce z kowalem, foryś ze stangretem.

Więc fizycy się pocą, piszą gazeciarze,

Roznoszą po dewotkach pobożni bajarze.

A gdy przyszło do sęka i do kłębu z nici,

Poznano, iż to język wypaplał kobiéci.


 Trzebaby aż do Aten słać po takie panie,

Coby go sobie chętniéj dały na wyrwanie,

Niźli wydać przyjaciół; lecz to jedna była,

Co ją pod złotym lwicy posągiem sławiła

Pamiętna starożytność. W powszechniejszym lemie

Zawarł ten malarz, który świegotliwe plemie,

Kilka polnych koników, wyrażając damy,

Odmalował z napisem: my zawsze gadamy.


 Lecz słabość płci, a chętka tęższa do gadania

Stan kobiecy od większéj nagany zasłania.

Trudniéj otrokom zmilczéć, z których często drudzy

Wielomównością rodzaj przechodzą papudzy.

Znałem ja gdzieś pewnego, co w jednéj godzinie,

Przyjaźń ze mną zabrawszy na szampańskim winie

I zawiódszy na stronę, aż mię ucho boli,

Dziwotwornych naprawił nowin tibi soli.

Były tam co najskrytsze po mieście przysmaki,

O świeckich i duchownych; co tam zrobił jaki,

Lub jaka pociesznego, gwarząc godzin ze trzy.

Mniemałem, że ma biesa, co mu wszystko wietrzy

I przynosi do uszu. A coraz zaklinał,

Żebym tego przed nikim w życiu nie wspominał,

Bo mię tylko jednego tym darzy sekretem;

Wreszcie gębę zaparzył lakiem i sygnetem.

Alić kilka dni potym od drugiego słyszę

Toż samo; a pod wieczór inny znowu pisze,

Więc i trzeci i czwarty, przydając, że z wiela

Od najpoufalszego słyszał przyjaciela.

Ciekawy z podejrzeniem o autorze wieści

Myślę, smażąc mózg ledwo nie do piątéj treści.

Wszakże wkrótce rzecz cała na oko wynika,

Że każdy to usłyszał od pana fircyka.


 Fircyk jest przyjacielem u całego świata,

Fircyk wszystkiego świadom i wszystko rozplata.

Fircyk ma nos ogarzy: wszędy się on dowie;

Fircyk jestami, jeśli nie językiem powie.

Fircyk trąbą u sławy: jeśli miedzy ludzie

Głos puszcza, na fircyku dmie, jako na dudzie.

On najpierwszym jest woźnym bogini świegotki;

Pod jego są pieczęcią wszystkie babie plotki

I gazety fałszywe, co się w pustych rodzą

Głowiznach, a lud prosty bałamuctwem zwodzą.

Prawdziwie, nader słabéj ten duszy być musi,

Co, jak wątły żołądek, wszystko wnet wykrztusi;

Byś mu z ptaszego mleka podawał serwatki,

Nie trzeba tkać do gardła palców i łopatki.

Odda zwierzoną sumę z rzęsistym profitem,

Jak pan Łapcap, co z wilczym jada apetytem.


 Nie ustąpi milczenie częstokroć wymowie.

Gadać nas uczą ludzie, a milczéć bogowie,

Oddalając z swych gminne przybytków hałasy.

Stąd owe lochy ciemne i ponure lasy,

Kędy im starożytność na głuchéj ustroni

Pod święte nosy wdzięcznéj upuszczała woni.

Mniéj brzęczy pełny antał, mniéj szumi ta rzeka,

Co po równéj przestrzeni pławny grzbiet powleka,

Niosąc wód ogrom, wolnym korytem ujęty,

Niźli potok wiosenny, lub pęcherz nadęty.


 Ludzie skromni w języku (to jest moje zdanie)

Równe owym powinni mieć poszanowanie

Gajom, których milczenie i odludność dzika

Szanownym zadumianą strachem myśl przenika.

Lub jak owe wyroki klaryjskiego boga,

Kędy z zawikłanego nie wprzódy trzynoga

Ciekawy motłoch o swym uwiadomi stanie,

Aż sława los ziszczony brzęknie na puzanie.


 Ten-to szacowny przymiot zacnych ludzi czyni,

Jego mocą dzieł wszystkich misterna sprawczyni

Конец ознакомительного фрагмента.

Текст предоставлен ООО «Литрес».

Прочитайте эту книгу целиком, купив полную легальную версию на Литрес.

Безопасно оплатить книгу можно банковской картой Visa, MasterCard, Maestro, со счета мобильного телефона, с платежного терминала, в салоне МТС или Связной, через PayPal, WebMoney, Яндекс.Деньги, QIWI Кошелек, бонусными картами или другим удобным Вам способом.

Конец ознакомительного фрагмента
Купить и скачать всю книгу
На страницу:
11 из 11