Arthur Doyle
Tajemnica Baskerville'ów: dziwne przygody Sherlocka Holmes


– I nic pan nie mówiłeś?

– Po co?

– Dlaczego nikt inny nie dostrzegł tych śladów?

– Pozostały o jakie dwa łokcie od trupa; nie zwrócono na nie uwagi i jabym ich nie zauważył, gdybym nie był znał tej legendy.

– Dużo jest psów w okolicy.

– Tak, ale to nie był zwykły pies. Powiedziałem już panom, że był ogromny.

– Czy nie zbliżył się do trupa?

– Nie.

– Czy noc była jasna?

– Nie; pochmurna i wilgotna.

– Ale deszcz nie padał?

– Nie.

– Jak wygląda aleja?

– Jest wysadzana dwoma rzędami wiązów i opasana żywopłotem, wysokości 12 stóp. Sama aleja ma 8 stóp szerokości.

– Czy jest co pomiędzy żywopłotem a aleją?

– Tak; po obu stronach biegnie trawnik, szerokości 6 stóp.

– O ile zrozumiałem, jest wejście przez furtkę?

– Tak; furtka prowadzi na łąkę.

– Czy są inne wejścia?

– Niema.

– Tak, iż aby wkroczyć w Aleję Wiązów, trzeba wyjść z domu, lub iść przez łąkę?

– Jest trzecie wejście przez altanę, na drugim końcu alei.

– Czy sir Karol doszedł do tej altany?

– Nie; znaleziono go o pięćdziesiąt łokci od niej.

– A teraz, zechciej mi pan powiedzieć, doktorze Mortimer – będzie to szczegół ważny – czy ślady, któreś pan spostrzegł, pozostały na żwirze, czy na trawie?

– Nie mogłem dojrzeć śladów na trawie.

– Czy ślady były po tej samej stronie, co furtka?

– Tak, po tej samej.

– Bardzo mnie pan zaciekawia. Jeszcze jedno pytanie. Czy furtka była zamknięta?

– Zamknięta na klucz i zaryglowana.

– Jak jest wysoka?

– Ma około 4-ch stóp.

– A więc można ją łatwo przesadzić?

– Tak.

– A jakie ślady znalazłeś pan przy furtce?

– Żadnych, któreby mogły zwrócić uwagę.

– Czyżeś pan nie oglądał ziemi dokoła?

– I owszem, oglądałem.

– I nie dostrzegłeś pan żadnych śladów?

– Były bardzo niewyraźne. Widocznie sir Karol stał tutaj przez pięć do dziesięciu minut.

– Skąd pan to wie?

– Gdyż popiół z cygara spadł dwa razy na ziemię.

– Wybornie. Znaleźliśmy kolegę wedle naszego serca. Prawda, Watson? Ale jakież to były ślady?

– Ślady stóp na żwirze. Innych znaków dostrzedz nie mogłem.

Sherlock Holmes uderzył ręką w kolano.

– Czemu mnie tam nie było! – zawołał. – Jest to wypadek bardzo ciekawy, dający obfite pole do naukowej ekspertyzy. Czemuż nie mogłem odczytać tej żwirowej karty, zanim ją zatarły inne stopy! Doktorze Mortimer, że też mnie pan nie uwiadomił wcześniej! Jeśli nam się nie uda wyświetlić sprawy, cała odpowiedzialność spadnie na pana.

– Nie mogłem pana wzywać, panie Holmes, bo w takim razie musiałbym ujawnić te fakty przed całym światem, a mówiłem już, żem sobie tego nie życzył. Zresztą… zresztą…

– Czemu pan nie kończysz?

– Bywają dziedziny, niedostępne nawet dla najbystrzejszych i najdoświadczeńszych detektywów…

– Chcesz pan powiedzieć, że wchodzi to w zakres rzeczy nadprzyrodzonych?